Nasza historia
Od jednego chorego chłopca do międzynarodowych akcji
Bo dobro rodzi się z miłości...
Niektóre historie zaczynają się od marzeń. Inne od przypadku. Są jednak takie, które rodzą się z bólu tak wielkiego, że wydaje się, iż nie sposób go unieść. A mimo to właśnie z niego wyrasta nadzieja.
Nasza historia jest właśnie taką historią.
To opowieść o mamie, która w najtrudniejszym momencie swojego życia nie zamknęła serca. O ludziach, którzy uwierzyli, że nawet najmniejszy gest może odmienić czyjś dzień. I o tysiącach osób, które każdego dnia udowadniają, że dobro naprawdę wraca.
Był rok 2014.
Świat Eweliny zatrzymał się w jednej chwili. Usłyszała diagnozę — ostra białaczka limfoblastyczna. Jej ukochany synek Bartuś miał tylko 6 tygodni.
Ewelina miała zaledwie dwadzieścia lat.
Za młoda, by znać smak szpitalnych korytarzy. Za młoda, by uczyć się medycznych pojęć, czekać na wyniki badań i każdego dnia walczyć z własnym strachem. A jednak życie nie pyta o wiek. Nie pyta, czy jesteśmy gotowi.
Każdy dzień był walką. O zdrowie. O uśmiech. O jutro.
Kiedy zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, szpital zamiast zapachu choinki wypełniał zapach środków dezynfekcyjnych. Zamiast rodzinnego stołu były szpitalne sale. Zamiast beztroskiego dzieciństwa — kroplówki, badania i leczenie.
Patrząc na małych pacjentów, Ewelina zrozumiała, że choć nie może zabrać im cierpienia, może podarować coś równie cennego.
Nadzieję.
Napisała kilka prostych słów na prowadzonej przez siebie stronie „Bartuś walczy z białaczką”. Nie prosiła o wiele. Chciała jedynie przygotować świąteczne prezenty dla dzieci, które podobnie jak jej synek spędzały Boże Narodzenie w szpitalu.
Na ten apel odpowiedziała Paulina.
Dwie młode kobiety, połączone wrażliwością i chęcią pomagania, zaczęły działać. Wśród rodziny, przyjaciół i znajomych zorganizowały pierwszą świąteczną zbiórkę.
Nikt wtedy nie przypuszczał, że właśnie rodzi się coś, co po latach odmieni życie tysięcy ludzi.
Przyszedł dzień rozdawania prezentów.
Dzieci śmiały się. Rodzice płakali ze wzruszenia. Na chwilę szpital przestał być miejscem pełnym lęku, a stał się miejscem, w którym znów pojawiła się magia dzieciństwa.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś najważniejszego.
Dziewczyny zrozumiały, że nie chcą pomagać tylko od święta.
Bo dobro nie ma swojego kalendarza.
Od tamtej chwili zaczęły organizować kolejne akcje — z okazji Wielkanocy, Dnia Dziecka, Dnia Superbohatera i Bożego Narodzenia. Z każdym miesiącem przybywało ludzi, którzy chcieli być częścią tej niezwykłej historii.
Do Eweliny i Pauliny dołączyła Karolina, mająca już doświadczenie w działalności charytatywnej, oraz Julita — osoba o ogromnym sercu, która nie tylko odwiedza dzieci, ale z niezwykłą starannością czuwa nad całą dokumentacją stowarzyszenia.
Później pojawiły się media społecznościowe. Facebook, Instagram i TikTok sprawiły, że wiadomość o ich działaniach dotarła daleko poza granice regionu, a nawet Polski.
Do zespołu dołączyli Mateusz, Ania i Marcin.
Coraz więcej ludzi chciało pomagać.
Coraz więcej serc biło jednym rytmem.
Tak narodziła się wielka Rodzina Dzielnych i Walecznych.
Dzisiaj ich działalność trudno zamknąć w kilku zdaniach.
Są tam, gdzie dzieci czekają na uśmiech i chwilę zapomnienia.
Organizują wizyty na wszystkich oddziałach Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Świętują urodziny małych pacjentów onkologii, odwiedzają dzieci podczas Dnia Dziecka, Wielkanocy, Bożego Narodzenia i Dnia Superbohatera.
Ale ich pomoc nie kończy się na szpitalnych murach.
Docierają do osób z niepełnosprawnościami, seniorów, hospicjów i rodzin znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji życiowej. Finansują rehabilitację, wspierają leczenie, angażują się w liczne akcje pomocowe i wydarzenia charytatywne.
Nie pytają, kim jesteś.
Nie pytają, skąd pochodzisz.
Widzą człowieka.
I wyciągają rękę.
Nie byłoby jednak tej historii bez ludzi, których nazwisk nie sposób dziś wszystkich wymienić.
To darczyńcy, wolontariusze, partnerzy i przyjaciele rozsiani po całym świecie.
To osoby, które wpłacają złotówkę, przekazują paczkę, poświęcają swój czas, udostępniają informacje, organizują zbiórki i wierzą, że nawet najmniejszy gest ma sens.
Każde przekazane dobro jest jak kolejna iskra.
A tysiące takich iskier rozświetlają czyjeś najciemniejsze dni.
To właśnie dzięki nim Stowarzyszenie Dzielni i Waleczni może każdego dnia realizować swoją misję.
Dziś, patrząc wstecz, trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od jednego wpisu na Facebooku.
Od jednej mamy.
Od jednej odpowiedzi.
Od jednej decyzji, by zamiast pytać: „Dlaczego nas to spotkało?”, zapytać: „Komu jeszcze możemy pomóc?”
To pytanie zmieniło wszystko.
Bo Dzielni i Waleczni to nie tylko nazwa.
To ludzie, którzy każdego dnia wybierają dobro.
To odwaga, która rodzi się z miłości.
To nadzieja, która nie gaśnie nawet wtedy, gdy wydaje się, że wokół jest tylko ciemność.
I to dowód na to, że czasem jedno otwarte serce wystarczy, by odmienić świat.
Nie cały świat.
Ale cały świat dla kogoś.
Historia Dzielnych i Walecznych wciąż się pisze. Każda kolejna akcja, każdy wolontariusz, każdy darczyńca i każda osoba, której udało się pomóc, dopisują do niej następny rozdział.
Nasza misja
Jesteśmy tam, gdzie najbardziej potrzebny jest uśmiech, nadzieja i realna pomoc. Odwiedzamy małych pacjentów Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, świętujemy z nimi ważne chwile i sprawiamy, że choć na moment mogą zapomnieć o chorobie. Wspieramy także osoby z niepełnosprawnościami, seniorów, hospicja i rodziny w trudnej sytuacji, finansując leczenie, rehabilitację oraz organizując liczne akcje charytatywne. Każdego dnia udowadniamy, że dobro ma ogromną moc, a nawet najmniejszy gest może zmienić czyjeś życie.
Nasza wizja
Naszą wizją jest świat, w którym nikt nie pozostaje sam w obliczu choroby, niepełnosprawności czy życiowych trudności. To społeczność oparta na empatii, solidarności i wzajemnym wsparciu, gdzie każde dziecko może się uśmiechać, każda rodzina otrzymuje potrzebną pomoc, a dobro przekłada się na realną zmianę. Stowarzyszenie dąży do tego, aby dawać nadzieję, budować poczucie bezpieczeństwa i inspirować innych do wspólnego niesienia pomocy.
Nasz zespół
Poznaj cztery kobiety, które z pasją i sercem tworzą nasze stowarzyszenie.

Ewelina Waracka
Prezes Zarządu
Na co dzień pracuje w dużej firmie jako sprzedawca, z łatwością nawiązując relacje i budując dobre kontakty z ludźmi. W naszym stowarzyszeniu odpowiada za kontakt z partnerami i darczyńcami, czuwa nad organizacją wszystkich wydarzeń i z niezwykłą determinacją podejmuje się nawet tych zadań, które wydają się niemożliwe. Prywatnie jest żoną Marka oraz mamą Bartka — naszego Bohatera i Neli.

Paulina Wiśniewska
Wiceprezes - Członek Zarządu
Na co dzień pracuje w szkole jako nauczycielka i terapeutka, z zaangażowaniem wspierając rozwój dzieci i młodzieży. W naszym stowarzyszeniu odpowiada za stronę graficzną, pozyskuje oraz koordynuje współpracę z wolontariuszami, a także aktywnie angażuje się w realizację naszych działań. Prywatnie jest żoną Mateusza i mamą Poli.

Karolina Czerniakiewicz
Wiceprezes — Członek Zarządu
Na co dzień pracuje w dużej firmie jako sprzedawca, gdzie doskonale odnajduje się w pracy z ludźmi. W naszym stowarzyszeniu czuwa nad organizacją urodzin, koordynuje terminy i wydarzenia oraz odpowiada za stronę graficzną. Zawsze aktywnie angażuje się w nasze działania, dbając o to, by każdy projekt był dopracowany w najmniejszych szczegółach.

Julita Baszun-Jakoniuk
Księgowa — Członek Zarządu
Na co dzień pracuje jako księgowa w dużych przedsiębiorstwach, gdzie z zaangażowaniem i precyzją dba o finanse. W naszym stowarzyszeniu odpowiada za sprawy finansowe oraz aktywnie współtworzy i realizuje różne inicjatywy. Prywatnie jest żoną Michała oraz mamą Oliwii i Tymka.